Z dobrego upieczesz najlepsze!

Melba: na cześć australijskiej śpiewaczki

Melba jest powszechnie kojarzona z brzoskwiniowym deserem lodowym. Jednak jak się okazuje pod tą nazwą nie kryje się jedynie słodkie małe co nieco, ale również tosty. A w dodatku oba dania powstały na cześć znanej niegdyś artystki, a ich nazwa ma z nią bardzo wiele wspólnego…

Od męża dla żony
Melba jest deserem, który powstał specjalnie dla australijskiej śpiewaczki operowej Nellie Melby (właśc. Helen Porter Mitchell). Jak głosi plotka diwa bardzo lubiła jeść lody, jednak mogła spożywać tylko niewielkie ich ilości, bo istniało ryzyko, że zaszkodzą jej pięknemu sopranowi. Ale znalazła się na to rada. W 1892 roku jej mąż Charles Armstrong, bogaty przemysłowiec na zorganizowane dla niej przyjęcie specjalnie sprowadził do londyńskiego hotelu Savoy Augusta Escoffiera – cenionego szefa kuchni.

Francuz przygotował na tę okazję deser, który został nazwany od nazwiska śpiewaczki (a raczej jej artystycznego pseudonimu): pêche melba (brzoskwiniowa melba). Lody były w nim tylko jednym ze składników, więc artystka mogła go spokojnie spożywać.

Melba kiedyś i dziś
Pêche melba (czyli znany nam doskonale deser brzoskwiniowy) kiedyś wyglądał nieco inaczej niż dzisiaj. Oryginalnie składał się ze sparzonych i obranych ze skórki brzoskwiń, które były gotowane w syropie z wanilią. Następnie brzoskwinie studzono i układano na warstwie lodów śmietankowych, a na wierzchu deseru August Escoffier umieszczał delikatne wzorki z karmelu.

Jakiś czas później sam mistrz kuchni zmienił recepturę – zrezygnował z karmelu, a zamiast niego polewał deser syropem malinowym i posypywał go migdałami oraz pistacjami. Taką wersję melby zaprezentował na otwarciu londyńskiego hotelu Carlton w 1900 roku. Melba ulegała kolejnym modyfikacjom, między innymi za sprawą amerykańskich restauratorów, którzy dodali do niej bitą śmietanę oraz biszkopty.

W jeszcze innych wariantach w skład deseru wchodzą między innymi ciasteczka, likiery oraz lody o innym smaku. A na wierzchu niego cukiernik często umieszcza autorką kompozycję składającą się z galaretek i bakalii.

Nie tylko deser
Brzoskwiniowa melba nie była jedynym daniem stworzonym przez Augusta Escoffiera, ani też jedynym nazwanym na cześć australijskiej diwy. Zanim francuski szef kuchni stworzył jeden z najbardziej znanych deserów na świecie przygotował dla śpiewaczki inną potrawę – tosty (grzanki) melba. W 1897 roku Nellie Melba ciężko zachorowała i Escoffier, który był fanem artystki przygotował  dla niej tosty, które stały się podstawą jej diety. Według innej wersji tej historii Francuz przygotował tosty melba następnego dnia po przyjęciu zorganizowanym w Savoy.

Ale według jeszcze innego wariantu opowieści grzanki początkowo nosiły inna nazwę – tosty Marii. Podobno Escoffier stworzył przekąskę gdy żona Cesara Ritza, przyjaciela szefa kuchni powiedziała, że nigdy nie mogła znaleźć wystarczająco cienkiego tosta. Takie pieczywo zostało nazwane od jej imienia, ale zostało zmienione na „tosty Melby”, po tym jak diwa zasmakowała w przekąsce podczas swojego pobytu w hotelu Ritz w 1897 roku.

A oto receptura na wspomniane tosty: kromki chleba należy lekko przypiec w tosterze, a następnie usunąć skórki i przekroić tosty na poziomo – na połowę. W ten sposób uzyskujemy cieniutkie kromki, które wkładamy do rozgrzanego piekarnika (nieopieczoną stroną do góry) – aż się zarumienią na złoto.

mapa strony Projekt i wykonanie Omnibrand we współpracy z ROXX Media